Jak to się zaczęło?
Czy macierzyństwo potrafi przewrócić świat do góry nogami? Czy jeden wyjazd w Dolomity może zmienić wszystko?
W moim przypadku — zdecydowanie tak.
Kiedy w domu pojawiła się Majka, potrzebowałam czegoś tylko dla siebie. Z czystej potrzeby oddechu zapisałam się na kurs szycia. Miał być krótką odskocznią… a stał się początkiem nowej drogi.
Niedługo później, dla kolejnej chwili wolności, pojechałam w Dolomity na via ferraty (po latach uprawiania wspinaczki, chciałam odrobiny trekkingu). I to właśnie tam wydarzyło się „to coś”. W małej włoskiej miejscowości zobaczyłam inspirację. Zobaczyłam, że stare liny wspinaczkowe mogą dostać drugie życie — że są piękne, trwałe, pełne historii i możliwości.
Wróciłam z głową pełną pomysłów i sercem pełnym ekscytacji. Tak narodziła się moja rękodzielnicza pasja do tworzenia produktów, które są nie tylko praktyczne, ale też niosą w sobie fragment gór i opowieść o nowym początku.

Wszystko co chcielibyście wiedzieć
1. Skąd bierzesz liny?
Od lat wspinam się i chodzę po górach, a liny głównie dostaję od Was – moich wspinaczkowych znajomych, zarówno tych bliskich, jak i tych mniej znanych. To dzięki Wam mam sprzęt, który mi potrzebny.
2. Czy odkupujesz liny?
To zależy. Jeśli lina jest w bardzo dobrym stanie, na przykład była używana tylko raz, a potem leżała w szafie przez 10 lat, chętnie ją odkupię. Czasem zdarza mi się też brać liny po testach na zrywalność – wyglądają jak nowe, ale już nie nadają się do wspinaczki.
3. Czy realizujesz zamówienia specjalne?
Tak, realizuję na przykład z Waszych lin, tych sentymentalnych i wyjątkowych. Mam nawet jedną historię z takiego zamówienia, którą chętnie się podzielę.
4. Czy masz jakieś fajne historie związane ze swoimi linami?
Zgłosiła się do mnie klientka przez Instagram, która chciała woreczek i pasek dla męża na pierwszą rocznicę ślubu. Komplet miał powstać z dwóch konkretnych lin, które mi przesłała. A historia zaczyna się na naszej ukochanej (lub nie, pozdro dla mydełka) Jurze... Dziewczynom uszkodziła się lina, więc zapytały kolegów obok, czy mogą pożyczyć linę. Jak wiadomo, żony i liny się nie pożycza, ale ów kolega zgodził się pożyczyć – w zamian za kawę. Ta kawa zamieniła się w małżeństwo i pierwszą rocznicę ślubu. Uwielbiam tę historię :)